wtorek, 25 września 2012

Choroba zabiera wszystko


Patrzysz na twarz osoby, którą kochałaś całe życie i wiesz, że nie ukrywa ona już żadnych uczuć. Że to maska za którą, jak twierdzą lekarze, nie ma nic. Refleksji, przemyśleń ani miłości, która karmiła cię całe życie… 
Alzheimer. To choroba, która powoli, z bezlitosną konsekwencją zabiera człowiekowi wszystko. Wspomnienia, uczucia, godność. To, na co pracował całe życie zostaje brutalnie wymazane aż zostaje pustka. Czarna otchłań, której ani chory ani jego otoczenie zrozumieć nie potrafi, ale które zarówno on, jak i bliscy boją się najbardziej na świecie.
Najpierw zapominanie słów. „podaj mi to… „ po chwili milczenia próbuje sobie przypomnieć, czego naprawdę chce, aż wreszcie wie, że potrzebuje „tego”, co służy do jedzenia. „Widelec?” pyta poirytowany, że babcia czy dziadek znów nie mogą się wyrazić jaśniej, wnuk. Jednak irytację szybko zastępuje strach. Bo babcia coraz mniej mówi, a jak już zaczyna, słowotok, który wypływa z jej ust nie ma sensu. Ktoś ją okradł, ktoś pobił, komuś zabrali wszystko. A „ona” chciała zabrać jej psa. Tylko, że psa nie ma już od dawna. Wciąż pyta o mamę i nie rozumie, gdy tłumaczy się jej, że matka nie żyje już dwadzieścia lat. Wpada w płacz i powtarza, że się boi, ale nie potrafi wytłumaczyć, czego.
Niektórzy chorzy reagują agresją. Spokojni do tej pory ludzie próbują uderzyć sąsiadkę, która przyszła spytać, jak się czują. Opowiadają o tym, jak ktoś ich napadł i często obwiniają o to bliskich. Inni zamykają się w sobie, płaczą. Proszą o jedzenie obcych ludzi. Ktoś, kto całe życie pracował naukowo błaga o kawałek chleba w niedopiętych spodniach i dwóch różnych butach. Jakiś dzieciak woła głośno „mamo, wariat!” Komuś wydaje się to śmieszne. Nie temu, kto bierze go łagodnie w ramiona i prowadzi do domu, bezpiecznego miejsca, którego chory nie poznaje i z którego ucieka, ale nie wie, dokąd.
Potem pierwsza wizyta u lekarza… I następne… Badania, pytania „jaki mamy dziś rok” i „kto jest prezydentem Polski” na które chora nie potrafi odpowiedzieć. I diagnoza.  „To alzheimer. Nic na to nie poradzimy. Możemy tylko czekać” – lekarz kiwa z smutkiem głową i prosi następnego pacjenta. A my zostajemy sami. Ze strachem, jakiego do tej pory nie odczuwaliśmy. Z bólem, który przeszywa jak nóż, ale którego nie wolno pokazywać chorej osobie, bo ona nadal doskonale wyczuwa uczucia.
Z czasem przestaje poznawać bliskich. Do swojej córki mówi „ciociu”, a do wnuka „proszę pana”. Nie potrafi nastawić wody. Odkręca gaz i nie wie, co dalej, a sąsiedzi biegną z pretensjami do rodziny, że „ta wariatka wysadzi ich w powietrze”. Po cichu śmieją się, gdy przychodzi do nich z płaczem i prosi o pomoc. Bo dla nich to po prostu niezrównoważona staruszka, której odbiło na starość. A ona jest bezbronna, przerażona i zagubiona w swoim niszczejącym i kurczącym się świecie, którego nikt nie rozumie. Bliscy próbują zatamować potok łez, który ciśnie się, gdy obcy ludzie wytykają chorą palcami. Tylko w nocy, gdy nikt nie słyszy przeklinają los, pytają „dlaczego”. I gdy mogą płaczą z bezsilności, w poczuciu potwornego osamotnienia i niesprawiedliwości, której nikt nie może zrozumieć.
Ale wkrótce chora potrzebuje opieki całodniowej. Zatrudnia się pielęgniarkę albo wysyła do domu opieki, w którym może czuć się bezpieczna, pod warunkiem, że placówka jest sprawdzona, pewna i nikt nie próbuje wykorzystać staruszków, którzy często nie pamiętają, jak się nazywają…
Z czasem chora staje się cicha, potulna, a nawet zaczyna się uśmiechać, chociaż nikt nie wie, z czego się śmieje.„Tam nic nie ma” mówi lekarz o jej mózgu. Ale bliscy w to nie wierzą. Tam jest miłość, wspomnienia, życie. To tylko ciało nie potrafi zapanować nad wszystkim, co kryje się w środku! A starsza pani mówi do zięcia „tatusiu” i chowa się w kąt na widok przyjaciółki. Ale to przecież nie ważne. To wciąż jest ukochana matka, babcia, ciocia.
Nieprawda, że w środku jest tylko pustka. Nieprawda, że to tylko skorupka, bo wnętrze, które kochaliśmy całe życie zostało wymazane przez chorobę, na którą nie ma lekarstwa. Tam wciąż jest człowiek, który, nawet jeśli nie potrafi tego zrozumieć, wciąż kocha i chce by jego kochać. Do końca. Nawet jeśli nie potrafi wymówić jednego słowa. Miłość zostaje. I żaden lekarz ze swoimi słowami, że „tam nic nie ma” nie przekona mnie, że jest inaczej.

Tekst pochodzi z portalu http://puellanova.pl, jego autorka jest Aleksandra Zumkowska-Pawłowicz.

Dlaczego go publikuje? Kilka dni temu  (21. wrzesnia) obchodzony byl Swiatowy Dzien Choroby Alzheimera. Do tej pory nie znaleziono leku cofajacego lub zatrzymujacego objawy choroby.  Obecnie liczba chorych na swiecie przekracza 35 mln i liczba ta z roku na rok rosnie.
Na te straszna chorobe choruje moja ukochana babcia.


15 komentarzy:

  1. moja mama zawsze mi powtarza a teraz ja swojej córce ze rzeczy są nie ważne ze lepiej odłożyć pieniążki na wycieczkę niż wydać kolejną lalkę rower bo wspomnień Ci nikt nie zabierze - a jednak zabierze - wolałabym umierać w męczarniach z pełną świadomością i mieć kontakt z rzeczywistością i móc sie pożegnać z bliskimi niz bac sie własnego cienia i nie wiedzieć jak patrzeć na otoczenie - być sobą do końca ludzie sa okrutni mimo czasów oświecenia mimo coraz większej wiedzy na każdy temat chociaż tej szczątkowej potrafią zabić sowim średniowiecznym podejściem do człowieka :) na stos spalić za inność odmienność za chorobę ból i słabość - wstyd wstyd wstyd- pracuje w firmie innowacyjnej ktora opracowuje lek na Alzheimera może sie uda - modlę sie o to

    OdpowiedzUsuń
  2. Alzheimer to sztraszna choroba ... zabiera wszystko ....

    OdpowiedzUsuń
  3. piekny post...taki Twoj , od serca...super:)))ja na szczescie z ta choroba nie mialam stycznoci ale ciesze sie z tego powodu...nie chce tego doswiadczac i patrzec na meke bliskich mi osob:)))
    buziaki Kasiu:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Wiem co czujesz...moja babcia, ktora odeszla od nas 18 dni temu tez miala ta chorobe, do tego doszly dwa udary...
    Czesto mylila moje imie jak przyjezdzalam do Polski, jednak w jej oczach nadal widzialam(choc ostatnio jakby lekko zamglona choroba) ta bezgraniczna milosc

    OdpowiedzUsuń
  5. głupio mi mówić ale bliskiej mi osobie pomógł egzorcyzm w tej chorobie - wiem że wydaje się być dziwne , dla mnie także. Najważniejsze jednak że choroba się cofnęła.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. hmmm, troche kontrowersyjny sposob.

      Usuń
  6. znam pewną panią, która cierpiała na tą chorobę. wiesz, szczęściem w nieszczęściu jest to, że ona sama nie bardzo wiedziała, co się wokół niej dzieje. tutaj cierpią przede wszystkim bliscy...

    OdpowiedzUsuń
  7. Przykro to słyszeć, życzę dużo zdrowia dla Babci.

    Pozdrawiam ciepło
    Cleo-inspire

    OdpowiedzUsuń
  8. łza sama mimowolnie popłynęła... moja ciocia choruje na Alzheimera i to straszne patrzeć, jak ukochana osoba odchodzi powolutku i staje się kimś innym.... ;(

    dużo zdrówka dla babci życzę, żebyś z rodziną stawiła czoła jej chorobie i się nigdy nie poddała :*

    OdpowiedzUsuń
  9. to przykre i zarazem straszne :( na wszystko powinny byc leki
    zapraszam

    OdpowiedzUsuń
  10. bardzo mi przykro:(
    zycze babci wszystkiego dobrego i co najwazniejsze duzo duzo zdrowia:(

    obserwuję i jeżeli Ci się spodoba to zapraszam do obserwacji i polubienia mnie na facebooku, odwdziecze sie tym samym,

    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  11. hej, trafilam tutaj z modnapolka.pl, dodaje do obserwowanych i licze na rewanz, pozdrawiam :)
    http://www.mojaczerwonakokarda.pl/

    OdpowiedzUsuń
  12. Choroba ciężka, trudno tutaj opracować lek, choć po odkryciu przyczyny była wielka radość, że może się wreszcie uda.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...