czwartek, 27 września 2012

Moj wybor – Zara jesien-zima 2012


Zara to jeden z moich ulubionych sklepow. Ubolewam jednak nad tym, ze  jakosc ich produktow w ostatnim czasie pogorszyla sie. Minusem jest tez to, iz marka ta jest mega popularna, przez co czesto mozna spotkac osobe w takiej samej kurtce czy bluzce.
Przegladajac ich sklep internetowy upatrzylam sobie kilka rzeczy, chociaz w doswiadczenia wiem, ze czesto to co podoba mi sie na stronie internetowej w rzeczywistosci nie okazuje sie tak fajnie, a to, na co w internecie nie zwrocilam uwagi w sklepie wpada mi od razu w oko.



 1. Jasny kardigan.


2. Sukienka ze skorzana lamowka.

 
3. Czerwona spodnica.



4. Spodnica z materialu skoropodobnego.


5. Spodnica ze skorzana falbanka.
 

6. Dzinsy.



7. Spodnie.


wtorek, 25 września 2012

Choroba zabiera wszystko


Patrzysz na twarz osoby, którą kochałaś całe życie i wiesz, że nie ukrywa ona już żadnych uczuć. Że to maska za którą, jak twierdzą lekarze, nie ma nic. Refleksji, przemyśleń ani miłości, która karmiła cię całe życie… 
Alzheimer. To choroba, która powoli, z bezlitosną konsekwencją zabiera człowiekowi wszystko. Wspomnienia, uczucia, godność. To, na co pracował całe życie zostaje brutalnie wymazane aż zostaje pustka. Czarna otchłań, której ani chory ani jego otoczenie zrozumieć nie potrafi, ale które zarówno on, jak i bliscy boją się najbardziej na świecie.
Najpierw zapominanie słów. „podaj mi to… „ po chwili milczenia próbuje sobie przypomnieć, czego naprawdę chce, aż wreszcie wie, że potrzebuje „tego”, co służy do jedzenia. „Widelec?” pyta poirytowany, że babcia czy dziadek znów nie mogą się wyrazić jaśniej, wnuk. Jednak irytację szybko zastępuje strach. Bo babcia coraz mniej mówi, a jak już zaczyna, słowotok, który wypływa z jej ust nie ma sensu. Ktoś ją okradł, ktoś pobił, komuś zabrali wszystko. A „ona” chciała zabrać jej psa. Tylko, że psa nie ma już od dawna. Wciąż pyta o mamę i nie rozumie, gdy tłumaczy się jej, że matka nie żyje już dwadzieścia lat. Wpada w płacz i powtarza, że się boi, ale nie potrafi wytłumaczyć, czego.
Niektórzy chorzy reagują agresją. Spokojni do tej pory ludzie próbują uderzyć sąsiadkę, która przyszła spytać, jak się czują. Opowiadają o tym, jak ktoś ich napadł i często obwiniają o to bliskich. Inni zamykają się w sobie, płaczą. Proszą o jedzenie obcych ludzi. Ktoś, kto całe życie pracował naukowo błaga o kawałek chleba w niedopiętych spodniach i dwóch różnych butach. Jakiś dzieciak woła głośno „mamo, wariat!” Komuś wydaje się to śmieszne. Nie temu, kto bierze go łagodnie w ramiona i prowadzi do domu, bezpiecznego miejsca, którego chory nie poznaje i z którego ucieka, ale nie wie, dokąd.
Potem pierwsza wizyta u lekarza… I następne… Badania, pytania „jaki mamy dziś rok” i „kto jest prezydentem Polski” na które chora nie potrafi odpowiedzieć. I diagnoza.  „To alzheimer. Nic na to nie poradzimy. Możemy tylko czekać” – lekarz kiwa z smutkiem głową i prosi następnego pacjenta. A my zostajemy sami. Ze strachem, jakiego do tej pory nie odczuwaliśmy. Z bólem, który przeszywa jak nóż, ale którego nie wolno pokazywać chorej osobie, bo ona nadal doskonale wyczuwa uczucia.
Z czasem przestaje poznawać bliskich. Do swojej córki mówi „ciociu”, a do wnuka „proszę pana”. Nie potrafi nastawić wody. Odkręca gaz i nie wie, co dalej, a sąsiedzi biegną z pretensjami do rodziny, że „ta wariatka wysadzi ich w powietrze”. Po cichu śmieją się, gdy przychodzi do nich z płaczem i prosi o pomoc. Bo dla nich to po prostu niezrównoważona staruszka, której odbiło na starość. A ona jest bezbronna, przerażona i zagubiona w swoim niszczejącym i kurczącym się świecie, którego nikt nie rozumie. Bliscy próbują zatamować potok łez, który ciśnie się, gdy obcy ludzie wytykają chorą palcami. Tylko w nocy, gdy nikt nie słyszy przeklinają los, pytają „dlaczego”. I gdy mogą płaczą z bezsilności, w poczuciu potwornego osamotnienia i niesprawiedliwości, której nikt nie może zrozumieć.
Ale wkrótce chora potrzebuje opieki całodniowej. Zatrudnia się pielęgniarkę albo wysyła do domu opieki, w którym może czuć się bezpieczna, pod warunkiem, że placówka jest sprawdzona, pewna i nikt nie próbuje wykorzystać staruszków, którzy często nie pamiętają, jak się nazywają…
Z czasem chora staje się cicha, potulna, a nawet zaczyna się uśmiechać, chociaż nikt nie wie, z czego się śmieje.„Tam nic nie ma” mówi lekarz o jej mózgu. Ale bliscy w to nie wierzą. Tam jest miłość, wspomnienia, życie. To tylko ciało nie potrafi zapanować nad wszystkim, co kryje się w środku! A starsza pani mówi do zięcia „tatusiu” i chowa się w kąt na widok przyjaciółki. Ale to przecież nie ważne. To wciąż jest ukochana matka, babcia, ciocia.
Nieprawda, że w środku jest tylko pustka. Nieprawda, że to tylko skorupka, bo wnętrze, które kochaliśmy całe życie zostało wymazane przez chorobę, na którą nie ma lekarstwa. Tam wciąż jest człowiek, który, nawet jeśli nie potrafi tego zrozumieć, wciąż kocha i chce by jego kochać. Do końca. Nawet jeśli nie potrafi wymówić jednego słowa. Miłość zostaje. I żaden lekarz ze swoimi słowami, że „tam nic nie ma” nie przekona mnie, że jest inaczej.

Tekst pochodzi z portalu http://puellanova.pl, jego autorka jest Aleksandra Zumkowska-Pawłowicz.

Dlaczego go publikuje? Kilka dni temu  (21. wrzesnia) obchodzony byl Swiatowy Dzien Choroby Alzheimera. Do tej pory nie znaleziono leku cofajacego lub zatrzymujacego objawy choroby.  Obecnie liczba chorych na swiecie przekracza 35 mln i liczba ta z roku na rok rosnie.
Na te straszna chorobe choruje moja ukochana babcia.


piątek, 21 września 2012

Domowe spa – peeling kawowy


 Peeling z kawy to moim zdaniem najleszy peeling do ciala pod sloncem! Daje wspanialy efekt wygladzajacy a do tego jest naturalny i tani. Poprawia koloryt skory, wygladza i pieknie pachnie. Kofeina zawarta w kawie posiada wlasciwosci ujedrniajace i wyszczuplajace, przydatny jest wiec w walce z cellulitem. Pewnie wiekszosc z Was juz go zna ale dla tych, ktorzy jeszcze go nie probowali podaje sposob przygotowania:




Parzymy zwykla, najtansza kawe „sypana“ (duza ilosc, ja sypie ok polowe kubka), gdy ostygnie odcedzamy fusy, do fusow dolewamy oliwke, oliwe lub zel pod prysznic. Do peelingu dodac mozna rowniez sol drobno lub gruboziarnista.




środa, 19 września 2012

Wrocilam


Witajcie po krotkiej przerwie, wczoraj wrocilam z kolejnego urlopu w Chorwacji i zabieram sie w koncu ostro za blogowanie.:-) Zdjec z urlopu mam niewiele, od mojego ostatniego pobytu tam w lipcu duzo sie nie zmienilo (dla tych, ktorzy przegapili – fotorelacja tutaj). Wklejam tylko kilka zdjec mojej malej modelki i szykuje kolejne posty.:-)





Plazowiczka.



 
Z Bettina.


Zosia nigdy nie rozstaje sie z Puchatkiem i Prosiaczkiem.




wtorek, 4 września 2012

Sesja amatorska


Dawno juz nie wstawialam posta z serii moje stylizacje. Wlasciwie juz po lecie (przynajmniej u mnie), a ja nie pokazalam Wam zadnego letniego zestawu.:-( Moja fotografka duzo pracuje wiec nie zawsze ma czas, ja ciagle gdzies wyjezdzam i mijamy sie z urlopami, a jakby tego bylo malo, kiedy w koncu uda nam sie wszystko zgrac, to umowionego dnia najczesciej pada deszcz.:-/ Ehhh, ciezkie jest zycie blogerki.;-)) ALE udalo mi sie  ostatnio dorwac osobe, ktora zgodzila sie porobic mi kilka zdjec, tak na szybko, pod domem. Co prawda jakosc zdjec gorsza, niektore wyszly nieostro , nie mowiac juz o pozowaniu czy tle ale lepsze to, niz nic.:-) Oczywiscie moj chytry plan jest taki, ze w sytuacji, gdy nie bede mogla sie spotkac z moja dotychczasowa fotografka, zrobimy kolejna amatorska sesje, mam nadzieje, ze uda mi sie ja znowu do tego naklonic. Co myslicie o takim rozwiazaniu? Wolicie, zeby takie posty pojawialy sie rzadziej ale za to zdjecia byly lepsze czy czesciej ale czasami z gorszymi zdjeciami i niezbyt wyszukanym tlem?













bluzka – Zara
spodnie – Zara
pasek – Hallhuber
torebka – Coccinelle
buty – Jimmy Choo
okulary – Ray Ban
zegarek – Michael Kors
bransoletka – nn



A na koniec moja Spiaca Krolewna.

sobota, 1 września 2012

Istambul


Krotka relacja z mojego pobytu w Istambule.
Jak pamietacie wybralismy sie tam na turecko – niemieckie wesele (pan mlody – Turek, panna mloda – Niemka). Na przyjecie postanowilam zalozyc sukienke, o ktorej wspominalam. Mialam poszukac do niej jakiegos barwnego naszyjnika lub kolczykow ale nie mialam na to zbyt duzo czasu, a te ktore mi wpadly w oko byly bardzo drogie. Sukienke ozywilam wiec tylko pomaranczowymi butami i kolorowa torebka. Mojemu facetowi moj stroj nie przypadl do gustu. Wedlug mnie, nie wygladalam az tak zle.:-))
Wesele nie roznilo sie duzo od tych, ktore my znamy. Nie bylo to typowa turecka uroczystosc. Impreza odbywala sie na tarasie restauracji usytuowanej nad samym morzem. Byl piekny widok, a dodatowo wial przyjemny wiatr, ktory dawal ochlode. Minusem bylo to, ze przez ten silny wiatr moja fryzura utrzymala sie przez pierwsze 5 minut a potem wygladalam jak strach na wroble. :-D Panna mloda przyplynela lodzia.
Przysiege para skladala na sali, po turecku, z tlumaczka angielskiego. Muzyka byla na zmiane turecka (najpierw dj, potem spiewala Turczynka) i taka z naszych list przebojow. Jak dla mnie moglaby byc tylko turecka ale np dwom Niemcom, ktorzy siedzieli obok nas nie bardzo odpowiadala. Byla tez tancerka brzucha. Najwieksza grupe gosci stanowili Turcy i Zydzi mieszkajacy w Niemczech, byli tez Niemcy, przesympatyczna para z Nepalu i my, Polacy.:-) Impreza skonczyla sie ok 1. Podsumowujac – bylo bardzo fajnie ale nie ma to jak polskie wesele.:-))



 Moja mala ksiezniczka pogryziona przez komary.:-(




 
Istambul to ogromne miasto, a liczba mieszkancow osiaga prawie 12 mln! To co rzucilo mi sie w oczy to gestosc zabudowy, budynek obok budynku, malo wolnych przestrzeni, placow czy parkow i wszedzie tlumy ludzi oraz morze, na ktorym roilo sie od wielkich statkow kontenerowcow (czekaja tam na zlecenia lub rozne pozwolenia). Spotkalam sie tez z zaostrzona kontrola – przy wjezdzie pod hotel kazde auto jest sprawdzane – podchodzi straznik z kula, na ktorej zamocowane jest okragle lustro i sprawdza podwozie, zaglada do bagaznika. Przez bramki kontrolne przechodzilismy tez wchodzac na prom i dwa razy! na lotnisku. 
Jazda autem przez Istambul mrozi krew w zylach.:-D Nie zwazaja na przechodniow i inne auta. Pasy ruchu? Pierwszenstwa przejazdu? Kto by sie nimi przejmowal?! Za to drogi sa lepsze niz w Polsce.
Moja opinia o Istambule? Moze zaczne od plusow: ludzie sa bardzo mili, otwarci i pomocni; zawsze twierdzilam, ze Wlosi lubia dzieci, ale Turcy na punkcie dzieci szaleja!!! Kazdy, doslownie KAZDY usmiechal sie do Zosi, zaczepial ja, chcial sie z nia bawic, brac na rece, glaskac itp. 
Minusy: wlasciwie nie bylo dnia, kiedy nie zostalibysmy oszukani – glownie przez taksowkarzy przyklady:  pomijajac fakt, ze taksowkarz kazal sobie zaplacic dwa albo i trzy razy wiecej za kurs – 56 lirow (rownowartosc 23 euro), kiedy dalismy mu banknot 50 i 10 schowal 50 lirow do kieszeni, wyjal dwa baknoty po 5 lirow i pokazal je nam mowiac, ze dalismy mu dwie 5 zamiast 50!!!!. Stwierdzilismy ok, niech mu bedzie i dalismy 200 lirow – powiedzial, ze nie ma wydac, wiec dalismy 100. Taksowkarz wydal z tych stu a 200 schowal, wtedy juz sie wkurzylismy i oddal nam te 200 lirow, czyli – nie dosc, ze cena za kurs byla zawyzona to zaplaciclismy zamiast 56 lirow ponad 100 (ponad 50 euro). 
Innym razem, kiedy jechalismy do domu znajomego Turka, taksowkarz znow zawyzyl kurs (zamiast ok 60 lirow powiedzial 130 – o tym ile naprawde powinien kosztowac kurs powiedzial nam pozniej znajomy), to jeszcze nie podjechal pod wskazany adres tylko zostawil nas gdzies na rogu w palacym sloncu, ze spiaca Zosia na rekach i z piskiem opon odjechal, nie zamykajac nawet drzwi i bagaznika – bal sie spotkac naszego znajomego.  
Kolejnym minusem sa ceny. Mieszkalismy w hotelu polozonym nad morzem. Wzdluz promenady miescilo sie mnostwo restauracji, kafejek, gdzie chodzilismy jesc. Niestety ceny byly duzo wyzsze niz w Niemczech, np. za lunch, na ktory skladaly sie dwie zupy, dwie salatki i napoje zaplacilismy 80 euro, za kolacje placilismy ok 140 euro. :-/ ALE w miejscach znanych tylko tubylcom ceny byly niskie.

Podsumowujac - Istambul tak, pod warunkiem, ze jest sie w towarzystwie znajomego Turka/Turczynki.

I mala fotorelacja:




 Meczet Sultan Ahmet.











Bazar Kapalı Çarşı .











Hagia Sofia.






Wyspy Ksiazece - wyspy, na ktorych jedynymi srodkami lokomocji sa dorozki. Stadniny, w ktorych przetrzymywane sa konie nie naleza do pieciogwiazdkowych.





Cukiernie wygladaja tam bajecznie!


Turecka herbatka.:-)

Moj maly calusek!





 


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...